Dlaczego lubisz mieć zapierdol?

Tytuł nie jest przypadkowy. Nie brzmi: dlaczego MASZ zapierdol? Masz go, bo lubisz albo chcesz go mieć. Albo jedno i drugie.

Stawiam sprawę w ten sposób, bo to od razu przywołuje nas do odpowiedzialności. Jak myślisz, że coś MASZ, to równie dobrze mogło Ci to dać coś z zewnątrz, a Ty sobie tego nie życzysz. A w lubieniu i chceniu jest Twoja decyzja. Nawet jeśli nieświadoma, wciąż Twoja.

I moja

Robię to, odkąd pamiętam

Ostatnie czasy beztroski – choć nazwanie tak tego czasu to nieporozumienie – to był chyba czas liceum. Czytałam książki, zbijałam bąki na GG i tekstowo.pl, biegałam dla zajawki.

Kołowrotek zapierdolu rozpoczął się podczas pierwszego roku studiów, kiedy kolosalnie się nudziłam. Może dlatego że nie weszłam gładko w nową grupę i nie żyłam studenckim życiem, jakie sobie wyobrażałam?

Poszłam więc na drugi kierunek studiów. I do Radia Uniwersytet. W grafiku zrobiło się tłoczno, ale wystarczało jeszcze na charytatywne inicjatywy. Wakacje? W pracy. Potem wciągnęłam się w fitness i tę historię po części pamięta nawet ten blog.

W skrócie: zajezdnia

Zostanie instruktorem. Full godzin, wszystkie zastępstwa. Praca na etacie, indoor cycling, audycja o planszówkach. Jedno dziecko, rozkręcanie firmy w ciąży i na macierzyńskim, drugie dziecko, rozkręcanie firmy w ciąży, prowadzenie firmy na macierzyńskim, łączenie pracy z wychowaniem dzieci…

Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa……..!!!!!

Lubiłam to – albo nie umiałam inaczej. Tym bardziej że robiłam fascynujące mnie rzeczy. Ale ile można chcieć więcej i więcej?

Zaczęłam się łapać na tym, że lista zadań nigdy się nie kończy, a ja wszystko robię na zapas. Dziś wszystko odhaczone… ale jeszcze są zadania z jutra, to zrobię je dzisiaj i będę miała luźniej jutro…! Oh, wait. Przed czym ja się chcę zabezpieczyć?

Uświadomiłam sobie, że nie chcę mieć wolnego. Wiesz dlaczego?

Bo jest ryzyko, że wtedy pomyślę nad życiem. Że coś poczuję. Że w ciszy zrobi mi się niewygodnie, bo zamiast otoczki zapierdolu, w którym jestem bohaterką życia, zmierzę się ze snutą o samej sobie smutną opowieścią. Jaką rolę gra w niej to, czego się boję?

Ach, dajcie spokój z tymi rozkminami! Lepiej mieć swój kierat złożony z „bo tak trzeba”, lecieć z wywieszonym językiem i jeszcze się cieszyć, że tyle się dzieje.

Nie może się dziać w nieskończoność

Znasz tę dziwną satysfakcję. Adrenalinka i sprawdzanie, ile jeszcze możesz – a najczęściej możesz dużo. Do czasu.

All natural and technological

Processes proceed in such

a way that the availability of the

remaining energy decreases

Czy naprawdę musimy dostawać kiepskie wyniki morfologii, nie móc wstać z łóżka przez bolący kręgosłup lub atak paniki, żeby zacząć odpoczywać? Czy zmusi Cię do tego dopiero wykończona tarczyca?

A species set on endless

growth is unsustainable

Muse, Unsustainable

Łapię się na tym do tej pory, mimo że jestem już świadoma sto razy bardziej niż w czasach studiów. Zamiłowanie do „zrobię to sama szybciej” (ojej, i co zrobię z tak „zaoszczędzonym” czasem? Następny task na twarz?). Tonięcie w bieżączce. Mówienie z automatu „tak”, a potem – nie bójmy się tego określenia – bycie ofiarą. Tak bezpieczniej.

Takiego stylu życia nie zmienia się w jeden dzień. To małe decyzje z godziny na godzinę. Próby robienia inaczej, choć najprościej jest reagować z automatu.

Ale idzie coraz lepiej, bo czuję, że…

Czas pożyĆ.

Tylko Ty znasz odpowiedź na pytanie z tytułu.

Ja mogę stanąć obok i – jak razem będziemy patrzeć w dal – powiedzieć: Kiedy się zatrzymasz, nic się nie stanie.

A zaraz potem pokażę Ci transparent mojej firmy, na którym widnieje hasło: koniec z zapierdolem! Brzmi jak misja?

Similar Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *