Odbiór bezpańskiego pisania
Moje pisanie jest jak bezpański pies – ale ten, któremu duma nie pozwoliła stracić nadziei.
Siedzi w boksie wyprostowane. Nie patrzy tęsknie w oczy każdemu, kto przechodzi, ale jest zapatrzone w dal. Nie czeka na pierwszą lepszą dłoń, której odda się za odrobinę uznania i czułości, nauczone doświadczeniem, że to nigdy nie daje spełnienia.
Swego czasu łasiło się do dziennikarstwa. Opowiadali, że tam nauczy się, jak być bardziej sobą, w końcu na dziennikarstwie uczą pisać… No i nauczyli: jak obiektywnie zdać z czegoś relację, co i tak okazało się bezużyteczne w dobie robienia tekstów pod kliki.
Tekst pod kliki, przecież to oksymoron.
– Tekst to żywa tkanka, coś więcej niż kilka zdań, które za chwilę pożre, strawi i wysra w komentarzu użytkownik wykletyzolnierz74 przyciągnięty nagłówkiem złożonym z wersalików i kwadratowych nawiasów – stwierdziło pisanie, decydując, że lepiej siedzieć dumnie za kratą schroniska, niż przez osiem godzin odsłaniać miękkie podbrzusze przed napastnikiem, i to za wynagrodzenie typu sucha karma Pufi z Biedry.
Poszło szukać innego domu. Wymianę suchej karmy na mokrą przyniósł copywriting sprzedażowy. Najpierw zabrali go na szkolenie: zrób tak i tak, żeby ktoś zrobił to i to. Wtedy usłyszysz kliker i spadnie nagroda.
Spełnili obietnicę – robił sztuczki, było dużo nagród. Suszone wołowe uszy, surowe mięso, poklepanie po grzbiecie. Dobre pisanie, takie skuteczne! – mówili, a ono wpadało w dopaminowy haj, którego nie mogło zaznać w pierwszym domu.
Ale mu się trafiło. I te wszystkie psy zza krat, jak one muszą mu zazdrościć. Najbardziej tego welurowego wyra, na które pada na ryj po zaledwie dwóch godzinach robienia sztuczek.
– Po dwóch godzinach? – myślało czasem pisanie. – Padam na ryj po dwóch godzinach robienia sztuczek, będąc podobno przedstawicielem żywiołowej i wytrzymałej rasy? A może by coś tak…
I zanim zdążało dokończyć myśl, rozpraszał je brzdęk nowych kąsków wpadających do blaszanej miski. Co za ulga, najeść się pod korek i zapchać zwoje odpowiedzialne za myślenie.
Ulgi jednak nie da się przeżywać w nieskończoność, a niedopuszczone myśli odbijają się czkawką – o ile ockniesz się w porę. Jeśli nie, zwrócisz wszystko, co w siebie wciągasz, żeby stłumić wewnętrzną prawdę.
Pisanie posprzątało, co wyrzygane; poszło to sprawnie, lata doświadczenia w czyszczeniu forum po użytkowniku wykletyzolnierz74 zrobiło swoje. Pisanie spojrzało tęsknie na welurowe posłanie i wróciło za kraty – spać na kartonie i dumnie patrzeć w dal, wypatrując swojego człowieka.
Bo choć jest przedstawicielem żywiołowej i wytrzymałej rasy, robienia sztuczek, żeby kogoś zmanipulować, nie wytrzymie.
*
Moje pisanie było jak bezpański pies.
Chciało, żebym je dokarmiała, kiedy sama byłam głodna. Chciało zabawy – nie umiałam, taka młoda-stara. Gdy szukało przeznaczenia, słyszało, że jest za skomplikowane do sociali, ale za płytkie do literatury. Mogło być życiem, stało się narzędziem.
Uciekło więc, tułało się tu i tam. Mówili mi, że szuka miejsc, gdzie próbuje być sobą. Któregoś dnia wyświetliło mi się, że sypia na welurowym posłaniu, zajada najlepsze smaczki i pracuje dwie godziny dziennie, w dodatku robiąc sztuczki, które podobają się ludziom.
– Powinnam przestać go szukać – mruknęłam pod nosem, wpychając w siebie kolejny pasek Kinder Bueno. Co za ulga, najeść się pod korek i zapchać zwoje odpowiedzialne za myślenie.
– Ej, napisałaś ostatnio na IG za Borewiczem, że myślenie ma kolosalną przyszłość. To może sama też z niego skorzystaj? Może ocknij się w porę i zrób inaczej niż zwykle, zanim znów wszystko zwrócisz? – powiedział wewnętrzny głos.
– Ja takie coś napisałam? Niemożliwe. – Gotowa do dyskusji, odpaliłam IG, żeby udowodnić, że głos się myli. Nie dotarłam jednak do swojego posta, bo w prawym górnym rogu widniała jedynka zwiastująca direct message, a w niej:
26 września 2025 w godzinach 10:00 – 13:00 schronisko będzie wydawać obywatelkom pisanie zagubione w latach 1985-2025, zwłaszcza egzemplarze żywiołowe i wytrzymałe, uznawane za bezpańskie. Właściciele proszeni są o niezwłoczne stawienie się w schronisku i odbiór tego, co ich, w celu uniknięcia konsekwencji zarówno dla jednostki, jak i ogółu obywateli.
Rzuciłam telefonem, wzbogacając go o kilka rys, i wybiegłam z domu z torbą od lat spakowaną z myślą o tym spotkaniu – zastanawiając się po drodze, jak zagadać po tylu latach.
Okazało się jednak, że są sytuacje, w których myślenie jest przereklamowane.
Podeszłam do klatki.
– Cześć. Mam tu dwie żółte piłki na sznurku i trochę smaczków, ale może przez jakiś czas będziesz jeszcze spać na kartonie. Wrócisz do domu, gamoniu?