20 rzeczy, które pomogły mi „rozkręcić biznes na macierzyńskim”
„Rozkręcić biznes na macierzyńskim” – takie sformułowanie utkwiło mi w głowie kilka lat temu, pewnie z racji bytności na Instagramie.
Dziś – po około pięciu latach od postanowienia, że po macierzyńskich nie wracam na etat, i tuż przed adaptacją przedszkolną młodszej – zastanawiam się, co to w ogóle znaczy. Kiedy można mówić o biznesie rozkręconym na macierzyńskim?
- Czy to dzieje się wtedy, gdy masz jdg i wystawiasz faktury?
- Czy wtedy, gdy zarabiasz więcej niż na ZUS?
- A może gdy zaczęłaś delegować zadania?
- Czy jednak jak zeskalowałaś biznes?
Jestem u siebie na blogu, więc powiem, co oznacza dla mnie.
Pięć lat temu sądziłam, że rozkręcam biznes. Dziś twierdzę po prostu, że po macierzyńskich nie wróciłam na etat i pracuję na własny rachunek – ale jeszcze nie nazwałabym tego biznesem. Niemniej, z racji popularności tego sformułowania, zostańmy przy tym.
Byłby to zajebisty pomysł na content. Gdyby nie to, że:
- liczba didaskaliów byłaby zatrważająca – biorąc pod uwagę moją chęć doprecyzowania każdego wątku;
- w kwestii macierzyństwa łatwo kogoś oburzyć albo wpędzić w poczucie winy i to jest ostatnie, czego chcę;
- odejście z etatu do pracy na własny rachunek nie jest tylko o mnie, ale o całej uczestniczącej w tym rodzinie – a jak napisałam kiedyś pod postem Ewy Popielarz o autentyczności, moje kryzysy dotyczą nie tylko mnie i dlaczego miałabym o nich pisać publicznie?

Zostawię więc tu krótką, acz autentyczną listę tego, co złożyło się na ten sukces. Nie inspiruj się nią – zauważ raczej, jak destrukcyjne zachowania przeplatają się z pozytywnymi, malując krajobraz tej orki na ugorze. Kolejność przypadkowa.
- Forsowanie zmęczenia
- Problem ze stawianiem granic (skoro pracujesz w innych godzinach niż wszyscy…)
- Powołanie, bo jak to nazwać
- Feedback od klientów
- Dzika zajawka z tworzenia
- Znieczulica na własne załamania
- Możliwość pracy z osobami, które podziwiałam
- Poczucie kontroli
- Wytrwałość
- Doświadczenie i relacje
- Niedosypianie
- Potrzeba, żeby dzieci były w domu do 3. roku życia
- Konstrukcja typu człowiek-zapierdol
- Poczucie, że to ostatni dzwonek na życie z pisania (nieprawda)
- Wizja pomocy innym
- Przyzwyczajenie do stresu
- Umiejętność wypierania pewnych rzeczy
- Kontakt z dorosłymi ludźmi
- Możliwość odzyskania kawałka dla Agaty, nie matki
- Sympatia do własnej rodziny 😀
***
Prawda jest taka, że przez ostatnie 5 lat przeczytałam niewiele książek, a nowości Neftlixa znam tylko z opowieści. Własny content tworzyłam w większości spontanicznie, bo grafik był tak nieprzewidywalny. Czasem z dziećmi byłam tylko fizycznie, bo moje myśli odlatywały do pracy. Ścigałam się z czasem podczas popołudniowych drzemek maluchów. Bywałam blada jak ściana, a żaden klient nie był dla mnie tak wredny, jak ja dla siebie. Z work-life balance wyznawałam głównie work.
To był koszt tego, że aktualnie nie boję się o miejsce pracy i mogę robić to, co lubię, a dzieci mogły być w domu. Kończę ten czas dumna, wdzięczna i zmęczona – i bez refleksyjnego tekstu, który karmiłby Cię iluzjami. Dlaczego o tym piszę?
Trafiałam czasem na stories przedsiębiorczyń, które po narodzinach dzieci opowiadały o tym, że pracują po dwie godziny dziennie, a dochody w biznesie nadal rosną. Potem szłam ściągnąć z linki tetrę, a zamulone laktacją trzeźwe myślenie ostatkiem sił podpowiadało, że te kobiety zbudowały swoją firmę na długo przed narodzinami dzieci… a ja dopiero zaczynam. Jakby dość było własnej presji, to jeszcze patrzyłam na kogoś.
Nie wiem, czy jest inna dziedzina, w której tak bardzo nie warto się porównywać…
***
Jeśli masz równie szalony i ambitny pomysł, żeby zmieniać ścieżkę zawodową podczas pierwszych lat życia dzieci, życzę Ci, żebyś mogła powiedzieć:
Było ciężko. Ale było warto. Niczego nie żałuję. <zieeeew>