VII Bieg Papiernika. Karetki, ciary… i moc!
Coś za bardzo wyluzowana byłam o poranku… Robiąc kilka niepotrzebnych czynności zmarnowałam sporo czasu, który można było przeznaczyć na spokojne dojechanie na czas do Kwidzyna. Dzięki temu przez połowę drogi tłumaczyłam sobie, że nie ma sensu się stresować, że nie zdążymy, skoro nie mamy już na to wpływu (nie wynajmiemy helikoptera) i wymyśliłam ze dwa…