Co komu do szczęścia grubasa?
Kiedy byłam nastolatką, moim „guilty pleasure” były „Rozmowy w toku”. Programy dziwnej maści oparte na ludzkich dramatach nie były jeszcze tak powszechne, a Drzyzga brała na spytki osoby, które – podstawione lub nie – miały dziwić, bawić, szokować… I pewnie sprawić, by widz poczuł się lepszy. Z wielu odcinków, które wtedy zaliczyłam, pamiętam jeden: dotyczył…